Powoli
opadam w dół. Nieprzerwanie, ciągle w tym samym rytmie. Gdy wydaje mi się, że
jednak wznoszę się w górę, to lecę w dół jeszcze mocniej i mocniej. I to się
nie kończy. Nie zatrzymuje się. Spadam. I nie ma mnie kto zatrzymać.
Czasem
chce uciec daleko stąd. Nieważne, gdzie. W miejsce, gdzie poczucie samotności
zniknie. Gdzie znajdę bratnią duszę.
W którą coraz bardziej przestają
wierzyć...
Chcę
żyć, chce oddychać. Czuję, że się duszę powietrzem, którym oddycham. Chce
przestać, chce znaleźć lukę, nie potrafię, zakleszczam się w swojej klatce, w
pułapce, którą niejako sama na siebie zastawiłam.
Szukam
odpowiedzi. Próbuję trafnie sformułować pytania. Czekam na powiew wiatru, by to
jemu oddać wszystkie moje troski. Poszukuję słońca, by wypaliło ze mnie smutek.
Potrzebuję zobaczyć tęczę, by napełniła mnie nadzieją.
Nie warto marzyć o czymś, co nie
ma sensu.
Pragnę
wierzyć w sens, że on istnieje. Ale czy on naprawdę istnieje? Chce ulecieć w
górę i poznać tajemnice, które są przede mną ukryte. Pragnę prawdy, nie fałszu,
ułudy. Wymagam szczerości. Sama staram się zawsze być szczera.
Wymagam
zrozumienia. Dla niektórych to za wiele. Łatwiej jest nie rozumieć, niż przyjąć
czyjś punkt widzenia. Nic nie jest czarno-białe, a my, jako ludzie musimy
nauczyć żyć się w odcieniach szarości. Nic nie jest idealne. Wszystko ma jakąś
skazę, zadrę.
A jednak dla tej jednej, jedynej
osoby jesteśmy ideałem.
Tak,
jestem niepoprawną romantyczką. Wierzę w coś, co może się wydarzyć, ale nigdy
się jeszcze nie wydarzyło. Czekam na cud? Czekam na ten moment. Wiem, że moja
chwila nadejdzie, że odnajdę moje szczęście. Może niezbyt uważnie szukałam?
Będę szukać dalej. Warto szukać, jeśli na końcu drogi ma się znaleźć skarb.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz