15.06.2013

002.



            Powoli opadam w dół. Nieprzerwanie, ciągle w tym samym rytmie. Gdy wydaje mi się, że jednak wznoszę się w górę, to lecę w dół jeszcze mocniej i mocniej. I to się nie kończy. Nie zatrzymuje się. Spadam. I nie ma mnie kto zatrzymać.
            Czasem chce uciec daleko stąd. Nieważne, gdzie. W miejsce, gdzie poczucie samotności zniknie. Gdzie znajdę bratnią duszę.
W którą coraz bardziej przestają wierzyć...
            Chcę żyć, chce oddychać. Czuję, że się duszę powietrzem, którym oddycham. Chce przestać, chce znaleźć lukę, nie potrafię, zakleszczam się w swojej klatce, w pułapce, którą niejako sama na siebie zastawiłam.
            Szukam odpowiedzi. Próbuję trafnie sformułować pytania. Czekam na powiew wiatru, by to jemu oddać wszystkie moje troski. Poszukuję słońca, by wypaliło ze mnie smutek. Potrzebuję zobaczyć tęczę, by napełniła mnie nadzieją.
Nie warto marzyć o czymś, co nie ma sensu.
            Pragnę wierzyć w sens, że on istnieje. Ale czy on naprawdę istnieje? Chce ulecieć w górę i poznać tajemnice, które są przede mną ukryte. Pragnę prawdy, nie fałszu, ułudy. Wymagam szczerości. Sama staram się zawsze być szczera.
            Wymagam zrozumienia. Dla niektórych to za wiele. Łatwiej jest nie rozumieć, niż przyjąć czyjś punkt widzenia. Nic nie jest czarno-białe, a my, jako ludzie musimy nauczyć żyć się w odcieniach szarości. Nic nie jest idealne. Wszystko ma jakąś skazę, zadrę.
A jednak dla tej jednej, jedynej osoby jesteśmy ideałem.
            Tak, jestem niepoprawną romantyczką. Wierzę w coś, co może się wydarzyć, ale nigdy się jeszcze nie wydarzyło. Czekam na cud? Czekam na ten moment. Wiem, że moja chwila nadejdzie, że odnajdę moje szczęście. Może niezbyt uważnie szukałam? Będę szukać dalej. Warto szukać, jeśli na końcu drogi ma się znaleźć skarb.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz